Zdania na wypadek
Autor: Karola Maliszewskiego

Zobacz

proste piosenki o mieszanych uczuciach
Autor: Kuba Niklasiński

Zobacz

Piosenka o zależnościach i uzależnieniach
Autor: Eugeniusz Tkaczyszyn-Dycki

Zobacz

WYDAWNICTWA: Zdania na wypadek
Tytuł:      Zdania na wypadek
BookID:      13
Autorzy:      Karola Maliszewskiego
ISBN-10(13):      83-918846-4-3
Wydawca:      Red
Data publikacji:      2007
Wydanie:      pierwsze
Język:      Polski
Cena:      5,00 PLN
Ocena:      0 
Okładka:      cover           Button Buy now
Opis:     

Czy jeszcze czegoś nie wiemy o Maliszewskim, czyli zdań kilka o jego "Zdaniach na wypadek".

"Zdania na wypadek". Dobry tytuł. Bardzo dobry tytuł. Obrazowy, wciągający, otwierający na wielorakie nadzieje: językowe, słowotwórcze, poetyckie. Ciekawość dodatkowo podsycana tym, że Maliszewski dużo o poezji pisze, recenzuje, Maliszewskiego wszędzie pełno, oczytany facet, no.
Maliszewski zaczyna moją ciekawość rozbudzać bardzo udanym początkiem. Część "Góry, gorączka" - jedna z czterech - świetna, co wiersz to radość, od pierwszego kroku. "Młody poeta pyta o-" (s.7), wiersz-inicjacja, wejście w poetycki świat jawi się zajęciem tajemniczym, magicznym i niebezpiecznym, co wyraża cudowna, humorystyczno-nostalgiczna puenta wiersza: "(..) że nawet sąsiadka: któryś/ z Maliszewskich ponownie zwariował". (…) Są takie wiersze, że to dla nich poeta się urodził. Te właśnie takie są. Są tacy poeci, którzy ocalają resztki sensu świata, bez których świat nie miałby żadnego alibi. Mam ich na swojej prywatnej liście, która wcale nie tak łatwo się rozrasta - Maliszewskiego zapisuję na nią obiema rękami.
Chciałbym też podzielić się pewnym przeczuciem, które towarzyszyło mi podczas całej lektury "Zdań na wypadek". Mówię o przeczuciu, bo nie umiem tego literalnie udowodnić. Myślę tu o określonym podejściu do operowania słowem. Miałem takie wrażenie, że Maliszewski poza samymi wierszami, poza tym, co w nich i nimi wyraża, operuje od razu całym językiem jakby nie tyle badał jego poetycką poręczność - bo że to potrafi robić, wiemy - ale jakby w dużej mierze rozmawiał z całością swego, także krytycznego urobku i jakby czuł jego ciężar mówiąc do Czytelnika: przerobiłem tyle słów, tyle ich przerzuciłem przez swoje ręce, że mam do nich wielce ograniczone zaufanie, a to pozwala mi na komfort nie-szukania "jedynych rozwiązań" poetyckich sytuacji, bo ja wiem, że słowa zawsze rzucają cień, że na kartkach zawsze pozostaje margines

Andrzej Wołosewicz PKPZin