ZeszytyPoetyckie.pl
  • WYDARZENIA
  • DEBIUTY
  • KRYTYKA
  • POEZJA
  • START
Charles Simic

 

Łyżka

 

Stara łyżka,

Obgryziona,

Wylizana do czysta,

 

Wypolerowana

Że aż się iskrzy

Jak oko rzucające urok,

 

Mierzy cię oto wzrokiem

Sponad stołu,

Gotowa wydrapać

 

Dzisiejszą datę

I twoje nazwisko

Na gołej ścianie.

 

 

Kamień

 

Wejść do kamienia –

To byłoby coś dla mnie.

Niech ktoś inny grucha jak gołąb

Lub zgrzyta tygrysim zębem.

Mnie wystarczy być kamieniem.

 

Z zewnątrz kamień jest zagadką:

Nikt nie umie znaleźć odpowiedzi.

Wewnątrz jednak musi być chłodno i cicho

Nawet gdy na kamień nastąpi całym ciężarem krowa,

Nawet gdy dziecko wrzuci go do rzeki;

Kamień opada wtedy powoli i niewzruszenie

Na rzeczne dno,

A ryby podpływają, by trącić go nosem

I słuchać.

 

Widziałem nieraz, jak bryzgają iskry,

Gdy kamień stuknie o kamień,

Może więc w środku nie jest znowu aż tak ciemno;

Może poświata księżycowa

Dociera tam skądś, jak gdyby zza wzgórza –

Światło na tyle jasne, by można w nich dostrzec

Dziwaczne hieroglify, mapy gwiazdozbiorów

Wyryte na wewnętrznych ścianach.

 

 

Charles Simic

 

Charles Simic jest zdaniem.

Zdanie ma początek i koniec.

 

Jest zdaniem pojedynczym czy złożonym?

To zależy od pogody,

To zależy od gwiazd nad głową.

 

Co jest podmiotem zdania?

Podmiotem jest wasz ukochany Charles Simic.

 

Ile w tym zdaniu orzeczeń?

Je, śpi, spółkuje – to niektóre z nich.

 

Co jest dopełnieniem zdania?

Dopełnienia, moje dziatki,

Jeszcze nie widać.

 

A kto pisze to niezgrabne zdanie?

Szantażysta, zakochana dziewczyna,

Petent szukający posady.

 

Czy postawią na końcu kropkę czy pytajnik?

Postawią wykrzyknik i zostawią kleks.

 

 

Kosmologia Charona

 

Nic prócz światełka latarni

Żeby mógł się zorientować gdzie jest

I za każdym razem góra

Świeżych zwłok do załadowania

 

Przewozić je na drugi brzeg

Gdzie cała masa takich samych

Przypuszczam że już mu się myli

Który brzeg jest który

 

Przypuszczam że to nieistotne

Nikt się nie skarży a on w końcu

Ma tyle kieszeni do przeszukania

W jednej skórka chleba w innej kiełbasa

 

Z rzadka trafi się lusterko

Albo książka którą wyrzuca

Za burtę w głąb ciemnej rzeki

Bystrej zimnej głębokiej

 

 

Cudowne dziecko

 

Dorastałem zgarbiony

nad szachownicą.

 

Uwielbiałem słowo końcówka.

 

Wszyscy moi kuzyni mieli stroskane miny.

 

Był to nieduży dom

w pobliżu rzymskiego cmentarza.

Samoloty i czołgi

wprawiały szyby w drżenie.

 

Profesor astronomii, emeryt,

nauczył mnie grać.

 

To musiało być w czterdziestym czwartym.

 

W komplecie, którym graliśmy,

złuszczyła się prawie cała farba

z czarnych figur.

 

Zaginął biały Król,

trzeba go było czymś zastępować.

 

Podobno – ja sam w to nie wierzę –

widywałem tamtego lata

wisielców na słupach telefonicznych.

 

Pamiętam, jak matka

często zasłaniała mi oczy.

 

Miała swą własną metodę nagłego

chowania mojej głowy pod swój płaszcz.

 

W szachach też – mówił mi profesor –

mistrzowie grają z zawiązanymi oczami,

ci najwięksi nawet na kilku szachownicach

jednocześnie.

 

 

Para starych ludzi

 

Oczekują, że padną ofiarą morderstwa

Albo eksmisji. Spodziewają się,

Że wkrótce nie będzie co jeść.

Na razie siedzą.

 

Przeczuwają nadejście gwałtownego bólu.

Zacznie się – myślą – w sercu

I podejdzie do ust.

Zostaną wyniesieni wraz ze swym skowytem na noszach.

 

Dziś wieczór wpatrują się w okno,

Nie zamieniają ni słowa.

Od pewnego czasu pada deszcz,

Teraz zanosi się na trochę śniegu.

 

Widzę jego, jak wstaje, żeby opuścić rolety.

Jeśli w oknie będzie wciąż ciemno,

Będę wiedział, że położył dłoń na jej dłoni

Właśnie w chwili, gdy miała włączyć światło.

 

 

Kapusta

 

Zabierała się właśnie do rozpłatania główki

Na dwie połowy,

Ale zmusiłem ją do namysłu,

Wygłaszając zdanie:

„Kapusta symbolizuje misterium miłości”.

 

Tak przynajmniej powiedział niejaki Charles Fourier,

Autor wielu innych jeszcze dziwnych i cudownych powiedzeń,

Którego też z tej przyczyny nazywano za plecami wariatem,

 

Po czym najdelikatniej w świecie

Pocałowałem ją w kark,

 

Po czym ona jednym pociągnięciem noża

Rozcięła kapustę na dwoje.

 

 

 

 

Nota biograficzna poety

 

Wiersze pochodzą z tomu: „Madonny z dorysowaną szpicbródką oraz inne wiersze, prozy poetyckie i eseje”, wybór i przekład Stanisław Barańczak, Wydawnictwo a5, Poznań 1992.

 

Materiał nadesłany:

Sylwia Olczak

PRIMUM PUBLIC RELATIONS

Partner Media Consulta International

 
Copyright 2026 | ZeszytyPoetyckie.pl | Redakcja | Mapa serwisu | Regulamin

Akceptuję

Ten serwis wykorzystuje pliki cookies

Serwis wykorzystuje pliki cookies m.in. w celu poprawienia jej dostępności, personalizacji, obsługi kont użytkowników czy aby zbierać dane, dotyczące ruchu na stronie. Każdy może sam decydować o tym czy dopuszcza pliki cookies, ustawiając odpowiednio swoją przeglądarkę.

Więcej informacji znajdziesz w Polityce Prywatności i Regulaminie.

Twoja prywatność jest dla nas ważna

Właściciel serwisu gromadzi i przetwarza dane o użytkownikach (w tym dane osobowe) w celu realizacji usług za pośrednictwem serwisu. Dane są przetwarzane zgodnie z prawem i z zachowaniem zasad bezpieczeństwa. Przetwarzanie części danych może być powierzone innym partnerom.


Przetwarzanie danych

Polityka Prywatności

Zmień ustawienia ciasteczek

Bezpieczeństwo w Internecie